skafander-i-hiena blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2010

    Niespodzianką to raczej nie było:)

    bola mnie plecy,ramiona i ręce,normalnie jakbym pół dnia i pół nocy machała łopatą.
    Och jej.
    Rzeczywiście,tak właśnie było!
    Czyli super-skafander znów rozwiązał kolejną Zagadkę Wszechświata.

    Zasnęłam na kanapie,ale potem Rafał zaniósł mnie na górę.
    Kot wplątał mi sie w czuprynę i wpadłam jak śliwka w sen koszmarny.
    Obudziłam się o drugiej i do czwartej przerwacałam się z boku na bok,uważając na Rafała po jednej stronie i kota po drugiej.
    W okolicach czwartej Rafał wyznał,że nie może spac.
    więc wstalismy.
    Rafał wpadł na pomysł wymiany opon na zimowe i udał się do zakłądu oponowego.
    Ja nie oponowałam i leżałam nadal.
    Nagle/wtem zadzwonił telefon i powiedział,że Rafał utknął w zaspie.

    To mały Rafał!
    To zaspa śniegowa!
    Co mamy robić?!
    Ratujmy Rafała!!!

    Ponieważ kilka dni temnu Rafał robił „mały skrót” i utknął w lesie a konkretnie to na łące,bo tam juz żadnej drogi nie było i jechałam do niego wbiwszy w nawigację współrzędne geograficzne tylko,to miałam linkę.
    Wyciągnęłam Rafała i wróciłam.
    Ale żeby dotrzec do domu musiałam odśniezyć.
    I tak jak wczoraj odśnieżałam całość,dziś udało mi sie tylko na szerokość metra,bo juz nie było miejsca na przesuwanie śniegu.

    Figa jest zadowolona i skacze jak sarna na czterech łapach i nie chce wracać do domu.

    Potem zawiozłam dzieci do szkoły a sama pojechałam do miasta.
    Och,miałam wrażenie,że wszyscy wpadli na ten sam pomysł!
    Myslałam,że połowa wcale nie pojedzie a druga ma letnie opony,ale nie.
    Na takiej ulicy przy stokrotce,tej takiej szerokiej,zrobił sie korek na pół godziny.
    w końcu dojechałam do pana korkarza,któremu Zgasł.
    A że byłam w nastroju euforycznym oraz zaczepno-pomocnym zatrzymałam się,wyciagnęłam linkę i rozkorkowałam całą ulicę.
    Co prawda taki jeden cham i gbur miał pomysł,aby mnie nie wpuścić na prawy pas na który to zmierzałam w celu holowniczym,ale jak na niego trąbnęłam,tak fuknęłam,jak zawarczałam pełna mocą to mu przeszło.
    I niech się cieszy,że wtedy jeszcze nie zajechałam do biura skąd pobrałam nowa łopatę,bo jakbym wyszła,jakbym mu sie ta łopatą odwinęła od serca,to by zobaczył!
    Tak,rozumiem,wszyscy sterczą,wszyscy się spieszą,ale skoro gnom jeden widzi że wychodzę i pomagam komuś kto jest w zimowej opresji to ciężko jeszcze trzy sekundy wytrzymać-bo ja na parking go ciągłam nie-żeby ruch sie udrożnił?
    Och.

    W związku z nabyciem nowej łopaty,odśnieżyłam drugie miejsce parkingowe przed domem.
    To koniec w tym sezonie,bo siedze i cierpię na wiele bóli,których uniknęłabym gdybym nie była taka szlachetna,super i wspaniała.

    Adam z niewyjaśnionych powodów nie ubrał zimowych butów mimo postawienia mu ich przed nosem.
    Ide robić zdjęcia.

    ***

    Pasek jak każdy kot posiada Dar Niewidzialności!

    Skafandra jak każda skafandra posiada Wszystkowidzący Wzrok:>

    ***

    mamy swojego ptaka
    nic go nie rusza gry je swwoją bułkę
    (całkiem wypasiony jeśli miałabym oceniać po pozorach)

    ***

    A na koniec Dzikie Jeże Z Oszą

    bywają zabójcze
    strzeżcie się…

    ***

    Zjadłam z frotką surowe mięso.
    I już wiem co się stanie.
    Rafał przeczytał mi wiadomości na temat pogody na noc i na jutro.
    Minus 21.
    Witajcie rajstopy 100den.
    Zamiast deszczu będziemy miały lodowisko w rozmiarze miasta,bo to co rozjeździły samochody malowniczo zamarza.

    Poszłam z Figą na spacer.
    Ubrałam się jak na biegun a już na odcinku drzwi-bramka straciłam czucie w rzęsach.
    Śnieg nie tyle skrzypiał mi pod nogami co Chrupał.
    nie zaryzykowałam dłuzszego spaceru i skryłam się w cieniu garazu a ona biegała radosna jak skowronek.
    Moim zdaniem biegała żeby nie przymarznąć do ulicy.
    Ale możliwe,że miała trola w rodzinie,im zimniej tym mądrzejsze ma spojrzenie…aż trochę strach.

    I nie ustaje w staraniach aby pokryć nierówności terenu w stopniu umośliwiającym jazdę na sankach.
    Doprawdy spisał się w tym roku,oby tak dalej.

    Z uwagi na braki w usypieniu,w okolicah południa wyczerpały mi się baterie.
    Zawinęłam się w pierzynę i oblepiona kotami od stóp do głów zasnęłam snem słodkim.
    Z tymi kotami to mam tak,że Śruba kulturalnie zwija się w kłębek przy nogach,za to pasek,świrus sierściowy,jest fetyszystka jesli chodzi o ta część skafandry i zanim zaśnie mrucząc,depcze,plącze się i wścibia nos we włosy.
    Po czym około 16-tej obudził mnie Rafał,celem obudzenia.
    Również Rafał był przyczyną moich drastycznych niedoborów w kwestii spania poprzedniego,co nie powinno być niespodzienką co nie?

    A w ogóle miałam się spotkać z frotką tej jesieni,ale mam dziwne wrażenie,przeczucie,takie coś z tyłu głowy co mówi,że spotkamy się zimą,chyba że to co spadło w magiczny sposób zniknie i pojawią się kolorowe liście i kasztany.
    Oczywiście ze względu na okoliczności spotkań z frotką trochę się obawiam,bo zawsze zimą jak pada deszcz to mi jest tak przykro,że tyle dobrego śniegu się marnuje.

    Alek poszedł w śnieg i nie wraca.
    Kazałam mu wrócić jak mu się zrobi zimno,ale to nigdy nie działa jeśli chodzi o dzieci:)
    Bałwana raczej nie ulepi,śnieżkami jeszcze nie ma się z kim rzucać,bo Michał ma religię,to co konkretnie on robi w tej zamieci he?:>
    Mogłabym sprawdzić i wyśledzić,ale wszyscy już maja poznajdowane czapki a ja nie i jak ta ostatnia sierotka chodzę w nausznikach.
    Muszę jeszcze odnaleźć trapery zimowe dla Adama,wiecie te niebieskie co mu dałam w ubiegłym roku.

    To ten,jadę po Alka zatem.

    ***

    18.55

    Nooo dooobra.
    Trochę presadziłam.
    Ale nic się takiego nie stało,oj tam.

    To ten,opowiem od początku.
    Pojechałam po Alka a od rana padał śnieg,ale taki z rodzajów Mizernych.
    Gdy wyszłam zostawiałam na śniegu Ślady.
    I było to bardzo miłe.
    Po dwóch godzinach gdy nakarmiłam wszystkie kury,kaczki i świnki i spojrzałam w okno.
    A tam zobaczyłam Nic.
    Nie zwyczajne nic,które czasem widuję tylko Nic Śniegowe.
    Ale jakie!
    Wyszłam żeby pojechać po Weronikę i Weszłam w Śnieg.
    PO KOLANA.
    Nie w metaforyczny śnieg ani w metaforyczne kolana.
    W całkowicie realny śnieg do własnych realnych osobistych kolan.
    Żeby dotrzeć do samochodu musiałam odszukać łopatę.
    Przyznaję były to dość haotyczne i histeryczne poszukiwania.
    Zakończone sukcesem i tylko to się liczy.
    Dwie godziny później pojechałam po Adama,mniej więcej w takiej samej kompozycji i chronologii z tą różnicą,że wiedziałam już gdzie jest łopata.

    Trzy godziny później pozwoliłam dzieciom wyjść na brand niu snołflejks tylko że żeby wyjść musiałam mocno naprzec na drzwi.
    Gdy nie patrzyłam napadało śniegu na wysokość łopaty.
    Nie całą tylko tą część łopatującą.
    Odśnieżyłam po raz trzeci,puściłam dzieci luzem a sama poszłam z figą na spacer.
    Tradycyjna trasa Do Drzew.
    Ha!
    Nawet do połowy nie doszłam.
    Wiatr,który przy domu jeszcze się jako tako hamuje w powiewach,na polu pokazał cała swoja siłę.
    Po pierwsze chciał mnie zdmuchnąć chyba do Kanzas.
    Po drugie wyrywał dech z piersi.
    Po trzecie nióśł ze sobą mnóstwo śniegu.

    Helooooł,czy ja zamawiałam wiatr?

    I jest zimno.
    Wtedy też było.
    Najpierw zamarzły mi szkła,potem łzy,potem oczy.
    Gdyby nie figa pewnie błądziłabym do tej pory,bo przypięta do skafandry dzika sarna świetnie ciągnie do domu.
    Banda juz w domu była,bo (a to niespodzianka)zmarzła.
    W domu odtajałam i zebrałam zamrożone łzy z polików.
    Zrobiłam wszystkim herbatę i kanapki z serem.

    Oraz robię galaretkę-tak w międzyczasie-to trochę porobiłam.

    Rafał donosi,że w mieście armagedon.
    Nie dziwię mu się.
    Tylko on jeszcze nie wie,że jak wróci będzie musiał odśnieżać,bo ja już się nie nadaję,bo on nadal pada,a wiatr psotnik zwiewa mi śnieg z dachu w ilościach hurtowych.

     

    to poniewaz nie mam zdjęć sniegu,niech będzie cos z przeszłości.
    Ku pokrzepieniu serc:>
    bo pogoda jak dla mnie czad:)))

    W związku z zaistniałą wczoraj sytuacją łamane przez przydażenie jestem dziś wyjątkowo niewyspana.

    To miłe z jego strony,w końcu na niego czekałam.
    Teraz poproszę więcej,bo to co spadło to zdecydowanie za mało na moje standardy śniegowe.

    było tego więcej,ale zdjęcie mu zrobiłam po powrocie ze szkoły i trochę się ocieplił

    I jak sie okazało,zostałam.
    Rozszerzam kompetencje zawodowe po prostu.

    W niedzielę pojechaliśmy do moich rodzinnych leży abyć patriotami i żeby pokazać dzieciom.

    Sztabin

    Suwałki,Alek,maszyna i tajemniczy rąbek od spódnicy

    trochę rudy

    też byłam na górze,ale mi Rafał postanowił nie robić zdjęcia
    a wyglądałam zjawiskowo

    potem Alek zaczął tańczyć na czołgach
    ten znak paluszkami,moja krew:>

    samocho-dzik

    panna

    rakieta

    Weronika zrobiła zdjęcie sera

    Suchowola

    Alek wysiadł obadać światełka

    i zaczął tańczyć na środku Europy

    Nie jest to ciąg dalszy całości,tylko ciąg dalszy najnowszości.
    Ciąg dalszy poprzedniości nastąpi wkrótce.
    Pozostańcie przed odbiornikami.

    widok od ulicy

    widok od drugiej ulicy

    Przyznaję był to widowiskowy event.

    Mogę pożyczyć od Bartka.
    Dziś tylko dwa.
    Ale jutro jak nakarmię zwierzęta,pozmniejszam i ten tego,bo pojawiły się zaległości z okazji przerwy na łączach.

    Adam zrobił mi kolację.
    Policzono.
    124 sztuki:)

    Gdy Ziemia była jeszcze młodą Ziemnką.
    Oprócz niedorozwiniętych roślinek,które nie do końca opanowały okrytonasienność,żyły zwierzątka.
    Niektóre były roslinożerne,inne mięsożerne,ale najfajniej miały te,które żywiły się wszystkim po trochu.
    W tych czasach gdy wulkany ,lodowce i deszcze meteorytów były bardzo popularne,żyły Debilozaury.
    Były wesołe,wszystkożerne,merdały ogonami gdy ktoś wchodził do jaskini i w ogóle.
    Niestety miały przykrą uciążliwość,która było zżeranie majtek Tyranoskafom.
    Tyranoskafy świetnie radziły sobie bez tej części odzieży i w każdej chwili mogły pójść do sklepu po nowe,ale nie o to chodzi.
    Te wielkie gady,miały znacznie większy mózg niź debilozaury,a co za tym idzie o wiele mniej cierpliwości.
    Wiele debilozaurów zginęło rozszarpanych przez tyranoskafy przyłapanych na zżeraniu im majtek.
    Prawie wyginęły,ale zawsze znajdzie się jakiś tyranoskaf,który albo jest kulawy,albo ma słaby wzrok,albo w skrajnych przypadkach miętkie serce i kilka sztuk przeżyło.
    Co więcej ewoluowało.
    Bajka bez zachowania kompozycji zmierza ku końcowi,który jest przewidywalny jak najnowszy film z dzordżem klunejem.
    Figa pochodzi w prostej linii od debilozaurów.
    Na prawdę rozumiem ten nieokiełznany pociąg do damskiej bielizny.
    Hobby to sprawa indywidualna.
    Ale żeby zeżreć jedyny,najjedyńszy kabelek,na którym w obecnych czasach zależy żyjącym tyranoskafom*,żeby zeżreć kabelek aparat->komputer trzeba mieć bardzo nie po kolei w głowie.
    Albo ograniczone możliwości poznawcze uniemożliwiające określenie zalezności przyczyna-skutek,akcja-reakcja.
    Albo tendencje do przezskafodestrukcji.
    Sama nie wiem.

    Muszę kupić kabelek.

    *po uprzedniej ewolucji oczyfiście

    Zakochany wilczek.
    Seans na 9:15.
    Wracamy i pytam czy im się podobał.
    Nika-Tak,bardzo fajny i się ożenili!
    Alek-Taki sobie…
    skaf-Taki sobie,bo rozsypałeś popkorn czy film taki sobie?
    Alek-Film.Za mało akcji,za dużo DRAMATU.

    Padłam i leżę do tej pory.

    ***

    -Witamy tu radio zet.
    Przestajemy nadawać od teraz na zawsze.
    Do widzenia.
    Miłego dnia.

    wypowiedziane do mikrofonu z różowego gluta,w drodze ze szkoły.

    ha!

    Po lekcjach jedziemy oglądać pożar  zdeżonych cystern z ropą,jeśli jeszcze nie ugasili.


    • RSS