skafander-i-hiena blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2011

    i co?

    Justyna z filips oferuje mi rewolucję w prasowaniu.
    Dziwna jakaś…
    Toja-kobieta pyta czy skończyłam 25 lat a jeśli owszem,to żebym uważała na zmarszczki.
    Ale że co? Że mogę nie zauważyć i się o jakąś potknąć i boleśnie uderzyć w piszczel?
    No elooooł…
    Poza tym napisał do mnie fejsbuk,że dawno nie byłam.
    I Magda,że również jak wyżej.
    Prowadzę wyjątkowo intensywną korespondencję z internetem jak widać.
    To może dla odmiany Mgła na torbach,bo sprzątałam szafę i jak na wampira przystało policzyłam.
    A potem policzyłam jeszcze raz bo mi wyszło 48 za pierwszym razem.
    Za drugim z resztą również.
    Jestem chora na chomiczyzm.
    chyba stęskniłam się za internetem

    No i co?

    Opróżniłam folder „dodać” tylko po to żeby chwile później zapełnić go kolejnymi zdjęciami z trzech czy czterech zaległych folderów w liczbie rosnąco rosnącej numerycznie.
    Podczas szukania w szafce kuchennej akcerosium z rodzaju „Igły,nici i naparstki” znalazłam magiczny kubek urodzinowy.
    Dla Wydry.
    Kubek jest magiczny na tyle,że w stanie spoczynku jest zwykłym czarnym kubkiem,ale po wlaniu do niego gorącej kawy-bo wiemy że Wydry piją rano kawy-czerń kubiczna zmienia się w zdjęcie wydrowatej wydry wydrzastej.
    Aż żem się uśmiechnęła,stojąc na blacie ze zmywarką a szafką z makaronem między mogami(tylko poniżej)bo nie zdążyłam Wydrze dać kubka gdyż niespodzianie zadarła kiece i pocieciała na Antypody.
    Ale spoko,dam przy najbliższej okazji nieprawdaż.
    Bartek wyjechał na trzy dni i zostawił mi Wilka,tak więc z okazji,że od kilku dni jest nieco chłodniej niż wcześniej,mam w domu dwa psy i komplet kotów.Już prawie nikt na nikogo nie syczy.
    mogłabym skończyć poprzednią notkę,ale dom zarósł mi rzeczami do prania i intensywnie angażuję się w robótki ręczne.
    Dobra,zgram najnowsze zdjęcia i podzielę się problemami technicznymi jakie powstały mi ostatnio na okoliczność prania i suszenia.
    Poza tym zamówiłam piwo i zamierzam je pić z sokiem celebrując wieczorem andrzejki bez wyraźnego posiadania Andrzejów w znajomych na fejsie.
    Ale mam brata ciotecznego Andrzeja,to się liczy co nie?
    Wyjmę pranie i się zgram.
    ***
    Jednak nie,potem może,chyba,nie wiem.
    najpierw Trzej Kotszkieterowie
    Kremos Mrucztos i Mgłaramis

    Jestem gotowa.

    Pasek leży mi na kolanach zadowolony z tej tłustej i wypasionej myszy,która mi przyniósł przed chwilą.
    Ja na prawdę karmię moje koty.Jednak bez względu na stały dostęp do pokarmów i napoji,niektóre lubią dziczyznę i stołowanie sie „na mieście”.
    Mimo mienia sześciu oficjalnych kotów,w rzeczywistości mam tylko pięć.
    Kawa jest Adama a Mruczek,Alka.
    Wszystkie jak jeden kot uwielbiają drrapanie po różnych częściach ciała ze znaczną przewagą zauszowości.
    Czasami brakuje mi rąk jeśli więcej niż dwa na raz postanowia że mają ochotę na czułości.
    Nocą gdy wszystkie koty-oprócz Krema-są czarne,poznaję je po fakturze.
    Ponieważ noc to doskonały moment żeby wskoczyć na skafandrołóżko i oddawać się temu czemu się oddają,bo do końca nie wiem,gdyż zazwyczaj śpię.
    Ponieważ mam więcej kotów niż pokoi liczba konfiguracji w jakich je zastaję jest nieskończona.
    Czasem w wolnych od drapania i czytania książek chwilach oddaję się rozmyślanion natury matematycznej.
    Ale teraz idę z siorką na kawę,niedługo wrócę.
    W rozmyślaniach tych doszłam do wniosku,że liczba pojawiających się w sypialni książek jest wprostproporcjonalna do ciekawości czytanej książki.
    Gdy czytałam czwartą i piątą część trylogii Autostopem niezmiennie miałam 4 lub 5,gdy czytałam słownik zarazków miałam tylko 3,bajki chińskie dla dorosłych generują 3 do 4 kotów.I tak dalej.
    Sory nie skończę dziś.

    Jestem już naprawdę blisko napisania o kotach.
    Mam je dosłownie na końcu języka.

    d
    Dziś dla odmiany nie umieram aż tak bardzo,o czym niezawodnie świadczy fakt,że nie umiałam wybrać.
    To jednak złe słowo,umiałabym,gdybym potrafiła,ale nie potrafię,bo mam upośledzony ośrodek wyborczy.
    Może kabelki mi zaśniedziały,albo jakaś mała ale istotna dioda się przepaliła?
    Hu nołs?
    Adam mi mutuje.
    ***
    Zauważyłan pewną niedopowiedzeniowość w notce.
    Spieszę z erratą na wsiakij słuczaj,Adam oczywiście nie mutuje mi w to co na zdjęciach.
    Mutuje strunowo.
    W moimł óżku panują krytyczne okolicznośsci niesprzyjające:czytaniu,oglądaniu filmów,rozmowom służbowym,dzianiu na drutach swetrów i szalików,wycinananiu z kolorowego papieru serduszek i niczemu co nie jest drapaniem kota.
    Obecnie panuje połowa z dostępnych wyżej wspomnianych okoliczności;Śruba,Mruczek i Mgła.
    Dlatego piszę.
    Przypomniało mi się,że miałam napisać o kotach jeśli nie umrę.
    Napiszę,jak skończę drapać,bo mruczenie mnie rozprasza.

    ***
    ***
    tajemnicze czarne punkty to pleśń pleśniowa spleśniająca się w wyniku nieużywania
    sekrety skrupulatnie wygrzebane  z oliwek
    Pasek przyniósł w prezencie.
    Wyszłam na podwórko a prezent na mnie spojrzał.
    Umh.
    Muszę opróżnić folder”dodać”.
    Jeszcze ociupinkę i już.
    Alek dostał z dyktanda piątkę z kropką.
    Uwielbiam stare metody nauczania.
    Wczoraj spadło bardzo dużo mżawki.
    Najbardziej niedocenianego rodzaju deszczu.
    Nie ma sprawiedliwości.
    Nie zacznę pisać o ślimakach,bo nie jesteście na to gotowi.

    Umieram.
    Umieram z kretesem.
    Lub bez.
    Nie wiem jakie zapatrywania ma na tą kwestię kretes.
    To subiektywna ocena,bo podobno w chwili śmierci każdy z nas jest sam.
    Podobno w chwili narodzin również.
    Idąc dalej/głębiej w tematykę skoro smierc jest przeciwieństwem niejako narodzin,mozna śmiało oczekiwać,że w chwili smierci ludzie raczej będą płakać z tego powodu niż cieszyć się niezmiernie jak to w przypadku narodzin.
    Chociaż z narodzinami też jest różnie,już pomijając nawet reakcję otoczenia.
    Wszystko się zmienia i teraz wszystkie dzieci dziedziczą po równo,drugi syn nie musi zostawać księdzem albo żołnierzem,a nikt obsesyjnie nie oczekuje od córek posagu tak że luz.
    Więc umieram.
    Zdecydowanie,bezapelacyjnie a nawet definitywnie.
    Z reszta nie powinno to być dla nikogo niespodzianką,ale jeśli niektórzy potrafią się zdziwić,że po lecie nadchodzi jesień i to rok w rok,to wolałam uprzedzić,żeby mi nikt potem nie wypominał,że nie zostal poinformowany na dwóch sygnowanych notarialnie egzemplarzach.
    Zwłaszcza,że na taki wypominek odpowiedziałabym lekceważącym „Pffff”.
    Głupio by wyszło gdyby ktoś poczuł się pominięty lub co gorsza urażony moją nieuchronną śmiercią.
    (co nadal skwitowałabym „Pfff-nięciem”)
    Każdy człowiek ma swój własny osobisty sposób/metodę obierania ziemniaków.
    Oczywiście mój jest najlepszy.
    Jest takie stare powiedzenie”pokaż mi jak obierasz ziemniaka-powiem ci kim jesteś”
    Po sposobie obierania ziemniaka można poznać człowieka na wskroś lub wylot-w zależności jak kto woli.
    Same obieranie nie jest oczywiście główną osią oceny poznania,ważne jest narzędzie,metoda,sposób pracy nadgarstka,układ obierek oraz to czy ktoś umie wyrzucic je potem do kosza i wiele innych,ale nie mam teraz czasu,bo gotuję zupę.
    Buraczkową-informacja dla wnikliwych.
    Następnym razem napisze o kotach.
    O ile wcześniej nie padnę trupem*
    *gdyż jestem zwolenniczką śmierci nagłej i możliwie bezbolesnej,tak gdybym już miała wybierać**
    **tu akurat nie mam najmniejszego problemu z wyborem,jaki mam we wszystkich innych dziedzinach życia w których pojawia się Wybór
    Ps:Zapomniałabym,umieram na zapalenie spojówki i z uwagi na kaprawa,opuchnięta powiekę lewą oddalę sie teraz by nie ropieć na klawiaturę,gdyż mam zamiar jej w przyszłości używać.
    (zarówno powieki jak i klawiatury)
    Ps2:Gentamycyna rządzi,joł joł men!

    obiektywnie rzecz ujmując obiektyw to ja mam brudny

    • RSS