Skafandra poszła do Urzędu

(urzędować,urządzać,użądlić)

Po odczekaniu Na Swoją Kolej-w kolejce nota bene-siadła w pozie petenckiej i usłyszała:

-To trochę potrwa.

Rozsiadła się więc wygodnie na niewygodnym krześle państwowym i czekała podparłszy policzek piąstką.

Czekała.

Czekała.

Cze-ka-ła.

Pani urzędniczka urzędnikowała,spokojnie,powoli,dokładnie i w ogóle najlepiej jak umiała zapewne.

Skafandrę zmorzył sen,a rzeczywistość stała się zamgloną-zapewne z okazji zasypiania.

Nagle Mgła powiedziała:Pani Ewelino?

Skafandra nic.

-Pani Gaweł?Pani Gaweł!!

Skafandra milczała jak głaz rzucony w wodę.

Mgła zaczęła gęstnieć i formować się w ramię i rękę,która to zaczęła skafandrą potrząsać i bez sensu moim zdaniem,pytać czy nic mi się nie stało.

Skafandra powoli wracając z odmiennego stanu świadomości,otwarła(może nie na oścież,ale wystarczająco by łypać) oko,dostrzegła panią urzędniczkę i rzekła:

-Nie jestem martfa.

 

Po chwili konsternacji urzędowej sprawa potoczyła się po odpowiednich torach,czyli”prosze tu podpisać,do widzenia-w myślach zaś-nie wracaj tu nigdy więcej Dziwna Osobo”